Stare chińskie przekleństwo mówi: obyś żył w ciekawych czasach. Jednak dziś, kiedy chwała i majestat Wielkiej Rzeczypospolitej rozlały się na całą kulę ziemską (i szereg okolicznych ciał niebieskich), a wszyscy pławimy się w dobrobycie, życie stało się dość nudne. Dlatego zawsze miło, gdy stanie się coś ciekawego. A zapewnianiu nam takich doznań niezrównani są nasi amerykańscy przyjaciele.
Tym razem zaczęło się od kurtuazyjnej wizyty prezydenta tego kraju w polskiej prowincji Zielona Ziemia. Po tradycyjnym zdjęciu z przedstawicielami lokalnych władz, pan prezydent znalazł czas na wygłoszenie kilku słów do zgromadzonych dziennikarzy.
- Dużo lodu – powiedział. – Bardzo piękny lód. Lubię lód. Chcę ten lód. Chcę lód! Kupić lód!!!
- Początkowo nie do końca rozumieliśmy – relacjonuje anonimowy przedstawiciel władz prowincji. – Pan prezydent znany jest z bardzo niekonwencjonalnego stylu wyrażania swoich, tak to nazwijmy, myśli. Uznaliśmy, że chciałby dostać loda. Takiego na patyku. Od razu mu go zorganizowaliśmy. Był bardzo fajny, z pomarańczową posypką, żeby pasował do jego karnacji. Ale okazało się, że nie o to chodziło.
Warto wyjaśnić, że kwestią utrudniającą komunikację jest fakt, iż w przeciwieństwie do swoich poprzedników, obecny przywódca Stanów Zjednoczonych nie tylko nie nauczył się mówić po polsku, co samo w sobie jest już kuriozum, to i w swoim ojczystym języku porozumiewa się w sposób co najwyżej ledwie zrozumiały dla osób z wykształceniem wyższym niż niepełne podstawowe. Dlatego też sporo czasu zajęło wszystkim zrozumienie, że chodzi o kupno wyspy.
- Początkowo próbowaliśmy mu dyplomatycznie wyjaśnić – tłumaczy dalej nasz znajomy anonimowy urzędnik – żeby się nie wygłupiał i że jak już, to my możemy kupić Stany Zjednoczone. I to z połowy budżetu, jaki w naszej prowincji mamy na wazelinę. Do ust, ma się rozumieć – dodaje pospiesznie.
Okazało się, że wyspa jest jednak Amerykanom niezbędna. Jest bowiem na niej lód. Lód śnieżnobiały, a nie żółty jak po amerykańskiej stronie. A jako że pan prezydent lubi pić colę z lodem, jest to amerykańska racja stanu.
Gdy więc próby odkupienia Zielonej Ziemi nie powiodły się, zaczęły się ruchy wojsk. Oczywiście potencjał wojsk amerykańskich jest wszystkim znany i stanowi niewyczerpane źródło fantastycznych dowcipów, jednak koniec końców polskie dowództwo nie mogło pozostawić bez odpowiedzi pojawienia się w pobliżu granicy dwóch amerykańskich dywizji. Podjęto więc decyzję o podwojeniu liczebności stacjonującego w prowincji garnizonu.
- Moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie – wzrusza ramionami szeregowy Młócka z V Polskiego Korpusu Inwazyjnego. – Jakby coś się zaczęło dziać, to spokojnie dałbym radę sam. Ale podobno normy czasu nie pozwalają, żeby tak 24 godziny na dobę jednoosobowo walczyć, to mi Józka do pomocy przysłali. I git. Ja jakby co wezmę jedną amerykańską dywizję, on drugą i się po prostu dwa razy szybciej wyrobimy.
- To działania czysto odstraszające – uspokaja rzecznik Ministerstwa Wojny. – Dwie dywizje kontra dwóch żołnierzy V PKI. Dysproporcja sił jest powalająca i mam nadzieję, że amerykanie to zrozumieją i przestaną się wydurniać. Jeszcze nie jest za późno, żeby uznać to za żart.
Miejmy nadzieję, że tak się właśnie stanie. A władzom amerykańskim Ministerstwo Informacji przypomina: prawo do bycia głupim jest jednym z niezbywalnych praw człowieka. Ale niektórzy w wyraźny sposób swoich praw nadużywają.
Polub to:
Podziel się:
Aby ocenić, kliknij odpowiednią gwiazdkę (średnia ocena:0 | oddanych głosów:0)
Ten utwór jest dostępny na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa-Na tych samych warunkach 2.5 Polska.